ZMIANA DROGI, autor: D-loc


  Szed wolno ulicami Den. Jego zakrwawiona, czarna kurtka zakrywaa skrzany pancerz. Wosy opaday mu na brudn, poplamion krwi i botem twarz. W rku trzyma shotgun'a z naniesionym czerwon farb napisem "Matkojebca". Umiechn si lekko na widok ludzi wchodzcych do domw, schodzcych na bok i opuszczajcych twarz na jego widok. Sprawiao mu przyjemno, e si go bali. Za nim cigna si kolejka niewolnikw, wikszo pochodzia z okolicznych wiosek. Wloko si take za nim kilkunastu handlarzy ywym towarem.
  Szli do gildii, do Metzgera. Mijali wanie dawny kociek. Tyler rozmawia wanie z Grubbem - lokalnym "czowiekiem od brudnych interesw". Podszed do nich:

- Witaj Grubb, witaj Tyler - powiedzia spogldajc na nich z szyderczym umiechem.
- Witaj - odrzek Tyler.
- Grubb, czemu nic nie mwisz, moe to dlatego, e jeeli nie wyprostujesz tej sprawy z niewolnikami z San Fran, to zawiniesz na szyldzie mojej gildii? - powiedzia bohater.
- Twojej i Metzgera - odpar Tyler.
- Nie zapominam o tym Tyler, nie bj si, i nie zapominam te o tym, e jeste zarwno moim czowiekiem jak i Metzgera, a ty?- zapyta z umiechem.
- Przypominasz mi o tym na tyle czsto, ze nie mog zapomnie - odpar Tyler.
- Uwaaj, mog Ci to przypomnie "Matkojebc", chyba tego nie chcesz? - odpowiedzia powanie bohater.
- Nie - Tyler poszed pod kociek.
- Grubb, czy wiesz jak blisko jest twoja mier? - posiadacz "Matkojebcy" spojrza na Grubb'a z ironi na twarzy.
- Niedugo to zaatwi, przysigam - odpar, trzsc si Grubb.
- Tutaj czyja przysiga nie jest nic warta - bohater odszed ze miechem w kierunku gildii.

  Wszed przez gwne drzwi, niewolnicy i jego ludzie czekali na zewntrz. Nikogo tam nie byo. Dziwne jak na ten lokal. Otworzy drzwi do "biura". Siedzia tam Metzger w towarzystwie dwch dobrze ubranych facetw.

- Witaj wsplniku, czemu tu tak cicho? Kim s nasi gocie? - spojrza na Metzgera obojtnie.
- Witaj... wsplniku... Ci panowie maj "do mnie" interes - zapa bohatera za rami i wyprowadzi na zewntrz.
- Czy wiesz kim oni s? Nie chc, aby rozpierdoli ten interes przez swoje pojebane podejcie do wszystkiego - krzykn Metzger.
- Mylisz, e ich zastrzel? - bohater umiechn si i spojrza na drzwi "biura" - Moesz mnie tam wpuci, nie zrobi nic gupiego.

  Metzger odsun si i wpuci go do gildii. Metzger usiad obok dwch facetw.

- To co z tymi niewolnikami z zachodu? - zapyta Metzger.
- Gotowi do opchnicia - odpowiedzia pierwszy mczyzna.
- A Ci z Arroyo? - spyta Metzger.
- Z Arroyo? - bohater poczu kucie w skroni i czu jak furia w nim wzbiera.
- Tak, s za miastem, troch na wschd, w wozach - odpowiedzia chodno drugi facet.

  W tym momencie zo rozpieraa ju bohatera, przyoy do skroni faceta "Matkojebc"... i wystrzeli. Potem strzeli drugiemu w klatk piersiow.

- Co ty do kurwy ndzy zrobie? - krzykn Metzger.
- Przepraszam wsplniku, ale interesy to jedna sprawa, a powizania rodzinne to zupenie inny temat - powiedzia bohater i wystrzeli Metzgerowi z Desert Eagle'a w brzuch.

  Bohater spojrza na ciaa i schowa bro pod kurtk. Otworzy drzwi od klatek i wyszed do niewolnikw.

- Jestecie wolni, morzecie i, a teraz... spierdala - powiedzia i si odsun. Niewolnicy uciekali w popochu. Zosta tylko jeden, Sulik. Mczyzna podszed do niego i przykucn.
- Witam, pewnie nie masz ochoty rozmawia? - zapyta Sulika.
- Sprzedae nas i ja dla Metzgera, zamkne w klatce, spiknes si ze "zymi ludmi", nie Sulik nie chce rozmawia, my i ja wolimy Ci zabi - odpar.
- Sulik, zrobiem wiele zych rzeczy, ale ju oprzytomniaem, mam do wykonania zadanie i teraz zamierzam je wykona, pamietam ju po co tu przybyem, zabiem Metzgera... - do klatki wpadli ludzie bohatera.
- Szefie, co si stao, czemu Metzger nie yje, czemu niewolnicy uciekaj, kilki zastrzelilismy, ale wikszo ucieka.
- Za duo pyta Wood, macie dzisiaj wolne, niech nic was nie obchodzi, idzcie std - odpar bohater.
- Ale szefie... - powiedzia Wood.
- Spieprzajcie do domw! - wycelowa w Wooda Desert'a. Wood spoja na niego i Sulika i powoli si wycofa, tak jak reszta ludzi.
- To nic nie zmienia, my i ja mie to gdzie, nienawidzi ciebie, zabi cie kiedy naday si okazja - powidzia Sulik.
- Czyli tego nie zaatwimy? - zapyta bohater.
- Nie... - odpar Sulik.
- A chciaem to zaatwi polubownie... - strzeli Sulikowi z Desert'a w gow.

  Nie mg pozwoli, aby Sulik y. Nawet jeeli by odszed i wrci do dawnej misji, to Sulik by go wytropi i zabi. Nic nie uchroni nikogo przed mierci od wielkiego mota. Sulik musia zgin,aby bohater mg pzrey i znale G.E.C.K.'a. Mczyzna zrobi wiele zego, popeni wiele bedw. Ale wie o czonkach jego plemienia, przypomniaa mu o tym kim by i co mia do zrobienia. Przestay si liczy pienidze i wadza. Mia misj do zrobienia i dobrze o tym wiedzia. Wyszed z biura i stan na ulicy. Wpatrywa si w dom Altmana. Moe to le, e ten sukinsyn go wtedy nie zabi? Niewane. Teraz mia co innego na gowie. By innym czowiekiem. Mia cel. W jednej chwili poczu, e to co si z nim dziao do tej pory, przyprawiao go o mdoci. Bardzo si zmieni, zatraci swe ideay. Ale powrci... 